Yammi Wraps
Yammi oferuje Ci całkiem nowe menu - świeżą alternatywę dla ciężkostrawnej wielkomiejskiej kuchni. Zdrowie to podstawa i my o tym wiemy.


Kuchnia: azjatycka

Lokalizacja: Żmigrodzka

Centrum Handlowe Marino, ul. Paprotna 7 Wrocław 

Czynne pon-sob 9.00-21.00 nie 10.00-20.00, food-court na 1 pietrze. 

http://www.yammi.pl  

Serwowane przez nas wrapy to unikalny mix nadzienia zawiniętego w pyszną tortillę i doprawionego szczyptą pasji. Świeże warzywa i oryginalne receptury, według których przyrządzamy mięsa i sosy, gwarantują najwyższą jakość każdego z dań, a starannie przemyślany dobór składników sprawia, że nasze potrawy są lekkie, zdrowe i sycące. Idealne by dostarczyć Ci energii do działania na resztę dnia!
Jednak uwaga! Drogi kliencie, wiedz że Yammi to nie tylko pyszna kuchnia. To równieżI olbrzymia różnorodność.


Z mięskiem czy wegetariańskie ?
Łagodne czy ostre ?
Na zimno czy na gorąco?
Klasyczne czy orientalne?
Na obiad czy na kolację ?
Solo czy w zestawie ?

A wszystko to zdrowo zakręcone!
Przygotuj się, że ilość oferowanych przez nas opcji, zwali cię z nóg. Bez względu na to czy masz wilczy apetyt,
czy też doskwiera Ci tylko mały głód, jedzenie w Yammi zadowoli gusta każdego głodomora.
Czy jest aż tak dobrze? Przekonaj się sam.

Restauracje Yammi Wraps czynne są przez siedem dni w tygodniu.


Wyświetl większą mapę



Wasza ocena: 9.5
Oceń artykuł
Smaki Wrocławia na Facebooku
Drukuj Poleć artykuł Dodaj komentarz Oceń artykuł
Dodaj do Gwar.pl Wykop to! Dodaj do Digg.com


KOMENTARZE
» Przeczytaj komentarze na Forum www.smakiwroclawia.pl

Jadłem raz i było nie fajnie, nie świeżo i bez smaku. Może miałem pecha i tak akurat trafiłem, ale nie zamierzam robić drugiego podejścia. kol2011-07-10 22:55:48
Restauracje Yammi kojarzę jeszcze z czasów klimatycznego lokalu przy ul. Świeradowskiej na Gaju. To miejsce zniknęło jednak jakiś czas temu z gastronomicznej mapy Wrocławia (a szkoda - bo lokalizacyjnie bardzo mi odpowiadało). Jako jednak, że przyroda nie przepada za pustką – szybko pojawiły się dwa nowe adresy spod szyldu wielkiego „Y” - Yammi Wraps na Rynku i Yammi Wraps&Pizza w C.H. Marino przy Żmigrodzkiej.
To co najbardziej kojarzy mi się z Yammi to bardzo specyficzna otoczka i atmosfera związana z jedzeniem jako pewną formą stylu życia i sposobu spędzania wolnego czasu. Surfingowe deski, skoki ze spadochronem, zdrowa żywność i aktywność fizyczna to słowa kluczowe. Twisted people, twisted food – takim hasłem właściciele promują swój biznes;-)
Na dzień dzisiejszy Yammi to dwie restauracje w stolicy Dolnego Śląska. Chciałbym podzielić się z Wami moimi subiektywnymi wrażeniami na temat lokalu na Rynku.
Z pomysłem i estetycznie urządzone lokale są pierwszą rzucająca się w oczy rzeczą po wejściu do Yammi. We wszystkim widać pewien pomysł i adekwatne oraz konsekwentne jego wykonanie. Wrażenie to nie pryska też po dalszych oględzinach miejsca naszej testowej konsumpcji. Ulotki, menu, strona internetowa – wszystko utrzymane w czarno-zielonej stylistyce i roślinnych elementach wykończenia cieszy oko. Zarówno na stronie firmy jak i na miejscu w lokalach widoczne są wszystkie istotne dla konsumenta informacje – począwszy od tych teleadresowych, a skończywszy na formach płatności czy szczegółowym opisie dań. Głód wiedzy jest więc zaspokojony;-) Być może komuś wyda się nieistotne opisywanie takich szczegółów jak ulotki czy strona internetowa, ale moim zdaniem są to elementy tworzące pewną całość, która holistycznie i podświadomie wpływa na nasze podejście do jedzenia i w efekcie zadowolenia z jego konsumpcji. Adama Gessler, kontrowersyjny, lecz z pewnością doświadczony polski restaurator powiedział kiedyś – parafrazuje tu jego słowa - „[…] Je się w domu, żre w jadłodajniach, a w restauracji się konsumuje”.A jak wiadomo konsumujemy nie tylko podniebieniem, ale i wszystkimi pozostałymi zmysłami. Wzrokiem, węchem, dotykiem i słuchem. Po wnętrzu, ulotkach i lokalizacji kolejnym istotnym składnikiem dobrej knajpy jest obsługa. Bo co z tego, że stołujemy się w pałacu, jeżeli obsługuje nas stajenny. Ładnych kilka lat temu w filmie „Poranek Kojota” Olafa Lubaszenki poznaliśmy postać niejakiego Siwego - gościa od specyficznego ulepszania produktów nabiałowych w fabryce „na własną rękę”. Przez to wrażliwość wielu z nas stała się znacznie większa i dziś czujnie obserwujemy ludzi, którzy odpowiedzialni są za nasz posiłek.
Osobiście głównie bywam w lokalu na Rynku w porach wczesno popołudniowych, ale w nocy również kilka razy zdarzyło mi sie tam zamawiać i nigdy nie miałem żadnych większych zastrzeżeń. Pracownicy to głównie młodzi ludzie, zapewne w sporej części studenci dorabiający w wolnym czasie po godzinach. Mimo to kasjerzy i kasjerki są w większości uśmiechnięci i pomocni, a kucharz oraz jego pomocnicy schludni i wzbudzający zaufanie. Przynajmniej to spróbowania przygotowanych przez nich potraw. Jasne, w nocy czasami widać zmęczenie u ludzi, ale jako że sam w czasach studenckich dorabiałem często do późnych godzin to jakoś przestałem na to zwracać uwagę i nie wpisuje w listę minusów. Miłym smaczkiem w tym wszystkim jest uroda kilku dziewczyn z Rynku;-) cóz, wspominałem już, że konsumpcja to nie tylko praca jelit;-)
Czas jednak przejść do najważniejszego punktu recenzji, czyli samego jedzenia. Napisze tak - jeżeli alkoholik nie może doczekać się kolejnej dawki wysokoprocentowego trunku tak „yammo-holik” ma tak z wrapami;-) Trochę humorystycznie przerysowany i stworzony na potrzeby tekstu neologizm - Yammoholik - jest jednak dobrym określeniem w sytuacji bezpośredniego spożycia produktów wielkiego „Y”. Moi mili, te wrapy uzależniają! I niestety nie sprzyja to ani oszczędzaniu ani treningom silnej woli.
Pierwszy raz z wrapami spotkałem się w podrózy po Stanach Zjednoczonych, gdzie w małym lokalu przy meksykańskiej granicy zajadałem się burittos. Tam też zakochałem się w warzywno-mięsnym nadzieniu zawiniętym w kukurydziany placek.
Po latach wrapy pojawiły się nieśmiało i u nas, chociażby masowo wprowadzane do oferty Fast-foodowych potentatów. Niestety nigdy nie było to tym, co nosiłem w pamięci.
Aż do czasu, gdy nie zakosztowałem sobie yammowych wrapów, kiedy uczucie to odżyło pełnią namiętności! Wrapy, ach!
Yammi to właśnie wrapy, wprapy i jeszcze raz wrapy. Ich wybór i możliwości personalizacji potrafią w pierwszej chwili zdezorientować. Z kurczakiem, wołowiną, z rybą, gorącym camembertem czy gyrosem albo samymi warzywami? Na ciepło, zimno, gorąco, w rozmiarze standard czy xxl, na miejscy czy na wynos, z ostrymi dodatkami czy zmienionymi sosami? Podejrzewam, że niewielu uda się przejść przez wszystkie te kombinacje.
„Teksań skie BBQ”, „bolonese” czy „hot cheese” to zdecydowani faworyci w wyścigu do miłości mojego żołądka;-) Dalej uplasowały się też greek i hot mexico, czyli yammowa odpowiedz na tradycyjne meksykańskie burritos.
Przejdźmy do autopsji takiej tortilli. Dla przykładu posłużę się dobrze mi znanym i nie mniej lubianym Texass BBQ. Wrapa otrzymujemy zawiniętego w papier (również utrzymanym w stylistyce lokalu;-), co początkowo wzbudziło moje obawy. Nie wiem dlaczego wybrano takie rozwiązanie zamiast posłużyć się sprawdzoną folią aluminiową, ale skoro nie wiadomo dlaczego to…
Mimo to nic nie wylatuje, nie przecieka, a temperatura jest w porządku. Także może obawy okazały się trochę przesadzone i na wyrost. Idziemy dalej - odwijamy „dziubek” (tutaj nie mogę się powstrzymać przed odesłaniem na stronę www lokalu, gdzie zamieszczono…komiksową instrukcję spożywania wrapów;-) ) i wgryzamy się w meritum sprawy. Dosłownie i w przenośni;-) Mięsa jest wystarczająco dużo, są to grillowane kawałki piersi kurczaka w pikantnej marynacie. Jest ono doprawione i ciepłe. Warzywa są chrupkie, co pozwala stwierdzić, że są świeże. W co bardzo chce też wierzyć! Sosy poprawne – czuć ich obecność, ale nie wybijają się ponad główną nutę smakową. Całość jest chrupiąca, aromatyczna i…sycąca. Uwierzcie mi, moi mili, że pokonanie tortilli w rozmiarze XXL to nie lada wyzwanie dla największego głodomora. A dla „małego głoda” to wręcz podwójny wyrok śmierci! Cała produkcja zaś odbywa się nie w sekretynych laboratoriach NASA, lecz na naszych oczach! Zwolennicy spiskowych teorii dziejów poczują ulgę;-)
W ofercie znajdziemy też inne produkty – sałatki, gyros, desery.
Nie są to jednak flagowe produkty i traktować je należy bardziej jako dodatki do głównego dania lokalu, jakimi są tortille. Nie będę się więc tutaj na ich temat rozpisywał.
Niestety mniej miłe wrażenie pojawia się przy kasie. Dlaczego? Niestety życie to nie Era i wszystkiego mieć nie można. Powiedzmy wprost: Yammi nie jest tanie (a przynajmniej tanie jak typowy nocny fast food czy studencka jadłodajnia). Powiększona tortilla i np. dobrana do niej kawa to wydatek przynajmniej 20zl. Jest to cena niewielka jak na restaurację, ale patrząc przez pryzmat oferty konkurencyjnych fasto-foodów i studenckich barów mlecznych nie wygląda to już tak różowo. Z pewnością za tę kwotę możemy kupić dwa razy więcej w przysłowiowej dworcowej budce z żarciem. Tylko właśnie tutaj wracamy do teorii Pana Gesslera. Bo porównywanie recenzowanego lokalu do blaszanej budki z której spogląda do nas niski azjata ze śmiesznym akcentem i przyczepionym jakby na siłe uśmiechem jest jak porównywanie Matiza do Alfy Romeo. Jedno i drugie to auto - jeździ, wozi, spala paliwo. Tylko, ze jedno przewiezie nas tanio z punktu A do B i tyle, a drugie sprawi, ze uśmiech z twarzy nie znika nawet w porannym korku na Strzegomskiej;-)
Pozostaje wiec odpowiedzieć sobie na pytanie dla kogo jest to oferta? Myślę, że niekoniecznie dla typowego studenta, który kombinuje jak zjeść kilogram pierogów za cenę dwóch dyskontowych piw. Często też z ich udziałem;-) Tutaj płacimy nie tylko za pyszne i oryginalne jedzenie, ale i za cała otoczkę którą z nią kupujemy. Za atrakcyjne lokalizacje, za miły dla oka wystrój, za towar na określonym poziomie i pewną dozę fast foodowego luksusu, który konsumujemy do pary z nie tylko ze sportowym tshirtem i trampkami Converse , ale i białym kołnierzykiem, neseserem oraz Forbsem, Newsweekem czy Polityką w ręce;-) Wierzę, że nie będzie semantycznym nadużyciem jeśli przytoczę tytuł recenzji - czyli Yammi starbucksem wrocławskich fast foodow. Jak dla mnie oba te lokale to w pewnym sensie ta sama idea i styl. Tu nie wpadasz tylko szybko coś zjeść, ale i kompleksowo podpielęgnować wewnętrzny hedonizm i naturalną chęć otaczania się rzeczami ładnymi.
Czy warto zatem pójść do Yammi Wraps? Jak zawsze na to pytanie każdy z nas musi odpowiedzieć sobie sam. Moim jednak skromnym zdaniem – zdecydowanie warto;-) Szczególnie, ze tego typu lokali po prostu jeszcze w Polsce nie ma. A nie jest to częste na naszym rodzimym rynku Fast foodów.

Piotr2011-04-29 01:10:37
Wrapy z tego lokalu sa wysmienite. Bardzo mi zawsze smakowaly, jednak osbluga tego lokalu pozostaia wiele do zyczenia. Prawie zawsze spotkac mozna w srodku kilku koksow z silowni, w strone ktorych lepiej nie spogladac, jesli chce sie wyjsc z tego lokalu calo. Obsluga zawsze byla srednia. Ostatnio jednak przeszla sama siebie. Poprosilem wrapa bec cebuli dla swojej dziewczyny. Dostalem oczywiscie z cebula. Dziewczyna musiala wyjmowac palcami kawalki cebuli, wiec w koncu wzialem od niej tego wrapa i poszedlem pogadac z obsluga. Oczywiscie nikt sie nie przyznal, ze to wlasnie on sie wlasnie pomylil. Grzecznie sie zapytalem co z tym fantem zrobimy, po czym przyszedl przelozony zmiany, ktory mnie totalnie zlal. Koksy oczywiscie byly na swoim miejscu - malo tego - z tekstami "nie pasuje ci to wypie..." i malo nie zostalem pobity. Polecalem ten lokal wielu znajomym, oraz wielu rowniez przyprowadzalem. NIgdy juz tam nie pojde i nikomu nie polece, mimo tego, ze wlasciciel to moj dobry kolega.
Couek2010-07-25 10:35:46

FORUM SMAKÓW WROCŁAWIA Najnowsze wątki