O rozkoszach podniebienia wrocławskiego karnawału
Karnawał wrocławski przed stu i więcej laty? Moi Drodzy – myślicie pewnie jedynie o balach, tańcach, wyszukanych maskach i wytwornych kreacjach! A ja wam powiem – te insygnia wrocławskiego karnawału niewiele dawniej znaczyły, jeśli nad wszystkim nie królował suto zastawiony stół. Tak! Tacy byli wrocławianie – karnawał nie należał do udanych bez dobrego jadła i picia. A co stawiano na stołach, czym się zajadano i to nie tylko podczas nocnych balów?
Ledwie gasły sylwestrowe fajerwerki, ledwie stawali wrocławianie na równe nogi po upojnych zabawach do białego rana, ledwie wypito wznosząc toasty ostatnie szklanice ponczów, grogów i win reńskich – nie, nie w grodzie nad Odrą nie pijano francuskich szampanów w Sylwestra, bowiem białe wina znad Sekwany nie cieszyły się sławą wśród wrocławian, po tym jak kąpać się w nich miał brat Napoleona Hieronim Bonaparte bawiąc w pałacu Hatzfeldów w czasie okupacji francuskiej miasta w latach 1807-1808 – tak więc ledwie przywitano Nowy Rok, a już w całym mieście anonsowano bale karnawałowe.
Lecz nikt nie śmiał zapraszać na tańce, nim nie ogłosił, iż nie poskąpi jadła i picia podczas zabawy. Organizujący bale restauratorzy, dzierżawcy redut i kasyn oferowali więc obiad gratis za wynajęcie sali. Dawano też często flaszeczkę wina gratis każdemu dziesiątemu przebierańcowi w masce, byle tylko sprosić gości na zabawę! Kończono tańce gradem cukierków ku uciesze roztańczonych par. Szkoda tylko, że dzieci były nieobecne…
O północy – moi Drodzy – przerywano tańce i zasiadano tradycyjnie do stołów na obiad. Tak, tak na obiad, bowiem zwykle posiłku o północy nie nazywano podczas balów karnawałowych kolacją. Królowały najczęściej pieczone szynki z kiszoną kapustą, pieczone gęsi, gotowane golonki z chrzanem, kiełbasy w sosie polskim. Pito bez umiaru poncze i grogi, wina reńskie i piwa. Najlepsze poncze przygotowywano oczywiście na szczecińskim rumie. Obowiązkowo! I tak trwały wyżerki do ostatków, których menu różniło się jedynie tym, iż kończono posiłek pieczonymi rybami, by przypomnieć o bliskiej już środzie popielcowej i rychłym poście…
Lecz póki trwał karnawał spraszano gości na zabawę. Niejaki Carl George właściciel lokalu Colosseum w kamienicy Pod rosyjskim cesarzem anonsował się w 1876 roku następująco:
Precz ze smutkiem i zmartwieniem,
Precz ze wszelkim utrapieniem!
Niechaj radość w sercach gości,
Niechaj serca drżą z radości!
I do Colosseum spieszcie –
Czas zabawy nastał wreszcie!
Biało wszędzie i mróz srogi,
Więc przestąpcie nasze progi.
Bal maskowy wydajemy,
Gości wszystkich przyjąć chcemy.
W maskach wielki wybór mamy,
W tańcach pląsać będą damy…
Nie przegapcie tejże gratki,
Nim nadejdą nam ostatki!
Niech weseli nas zabawa –
Takie karnawału prawa!
Zatem przyjdźcie do mnie licznie,
A ugoszczę Was magicznie!
Ja George ręczę głową,
Aurę mam karnawałową!!!
A jak oddawano honory karnawałowi, gdy nie tańczono do białego rana. Zasadniczo jedzono i pito spotykając się i siedząc godzinami w karczmach, piwiarniach, kawiarniach i restauracjach, a nawet w kaszemach, które należały w naszym mieście do lokali najniższej klasy, odstraszając „porządnych” gości kryminalną przeszłością swoich „kelnerów”. Ale nie każdy przecież mógł przestąpić progi pierwszej szarży wrocławskiej gastronomii – Hansena, Kisslinga, czy Liebicha…
Wróćmy moi mili do stołu – „zamiłowanie” wrocławian do biesiadowania znane było już dawno, dawno temu. Pisał wszak Michał Johann von Loen w 1716 r., iż „jedzenie i picie jest tu dla wielu głównym zajęciem dnia”(!) Co możemy dodać, jeśli idzie o dawny wrocławski karnawał? Królowały na stołach typowe wrocławskie specjały. Mówiąc inaczej – wrocławianie oddawali swe podniebienia panowaniu tych specjałów, które lubili najbardziej. Lecz rzecz w tym moi Drodzy, iż nie zadowalano się prostotą i byle jakością!. O nie!!! Gdy szło o uroki stołu, trzymano wysoki fason nawet, gdy na talerzach lądowała kiełbasa…
Nie muszę chyba tłumaczyć i wyjaśniać, iż w temacie kiełbas Wrocław należał od dawna do europejskiej czołówki (!), by nie rzec – tu przepraszam zgromadzonych za mój nieposkromiony wrocławski patriotyzm – stał zdaje się od zawsze na pierwszym miejscu! Wrocławskie Knackwursty nie miały sobie równych – tak twierdzili znawcy – a w ostatki, „gdy błaźni tańczą i stają na głowach” – pisał w 1732 roku Johannes Sanftleben – rozwożono je „po sto łokci” nie tylko do miast śląskich. I pisał Sanftleben dalej: „Wszystkie kiełbasy świata by tak chciały”!
Co więc lądowało na talerzach w czasie karnawału? Przede wszystkim Dumny Henryk – kiełbasa pieczona z piwem, która nazwę swą wywodzi od księcia Henryka, brata Fryderyka Wielkiego króla Prus. Tanie, proste i smaczne. Jak niewiele trzeba było, by zadowolić podniebienia. A co jadano w szczególe? Zajrzyjmy do karty dań jednej wrocławskiej piwiarni za kościołem św. Marii Magdaleny z 1888 roku. Czytamy w niej: zupa królowej, fricassé cielęce, sandacz w maśle, gęś pieczona z kiszona kapustą i pudding ryżowy wraz kawą na deser. Całkiem nieźle, nawet dziś zadowoliło by niejednego z nas.
Niemałym powodzeniem cieszyły się też w czasie karnawału „karpie krawca”. Nazwa myląca i niezrozumiała dla „niewtajemniczonych”. Ale nie był to specjał członków lóż masońskich… „Karpiami krawca” nazywali wrocławianie zwyczajowo bardzo tłuściutkie śledzie, które najchętniej jadano w śmietanie z posiekaną cebulą lub szczypiorkiem.
Królowały też na stołach gotowane czy pieczone golonki, które w czasie karnawału „schodziły” jak świeże bułeczki...
Lecz nikt nie śmiał zapraszać na tańce, nim nie ogłosił, iż nie poskąpi jadła i picia podczas zabawy. Organizujący bale restauratorzy, dzierżawcy redut i kasyn oferowali więc obiad gratis za wynajęcie sali. Dawano też często flaszeczkę wina gratis każdemu dziesiątemu przebierańcowi w masce, byle tylko sprosić gości na zabawę! Kończono tańce gradem cukierków ku uciesze roztańczonych par. Szkoda tylko, że dzieci były nieobecne…
O północy – moi Drodzy – przerywano tańce i zasiadano tradycyjnie do stołów na obiad. Tak, tak na obiad, bowiem zwykle posiłku o północy nie nazywano podczas balów karnawałowych kolacją. Królowały najczęściej pieczone szynki z kiszoną kapustą, pieczone gęsi, gotowane golonki z chrzanem, kiełbasy w sosie polskim. Pito bez umiaru poncze i grogi, wina reńskie i piwa. Najlepsze poncze przygotowywano oczywiście na szczecińskim rumie. Obowiązkowo! I tak trwały wyżerki do ostatków, których menu różniło się jedynie tym, iż kończono posiłek pieczonymi rybami, by przypomnieć o bliskiej już środzie popielcowej i rychłym poście…
Lecz póki trwał karnawał spraszano gości na zabawę. Niejaki Carl George właściciel lokalu Colosseum w kamienicy Pod rosyjskim cesarzem anonsował się w 1876 roku następująco:
Precz ze smutkiem i zmartwieniem,
Precz ze wszelkim utrapieniem!
Niechaj radość w sercach gości,
Niechaj serca drżą z radości!
I do Colosseum spieszcie –
Czas zabawy nastał wreszcie!
Biało wszędzie i mróz srogi,
Więc przestąpcie nasze progi.
Bal maskowy wydajemy,
Gości wszystkich przyjąć chcemy.
W maskach wielki wybór mamy,
W tańcach pląsać będą damy…
Nie przegapcie tejże gratki,
Nim nadejdą nam ostatki!
Niech weseli nas zabawa –
Takie karnawału prawa!
Zatem przyjdźcie do mnie licznie,
A ugoszczę Was magicznie!
Ja George ręczę głową,
Aurę mam karnawałową!!!
A jak oddawano honory karnawałowi, gdy nie tańczono do białego rana. Zasadniczo jedzono i pito spotykając się i siedząc godzinami w karczmach, piwiarniach, kawiarniach i restauracjach, a nawet w kaszemach, które należały w naszym mieście do lokali najniższej klasy, odstraszając „porządnych” gości kryminalną przeszłością swoich „kelnerów”. Ale nie każdy przecież mógł przestąpić progi pierwszej szarży wrocławskiej gastronomii – Hansena, Kisslinga, czy Liebicha…
Wróćmy moi mili do stołu – „zamiłowanie” wrocławian do biesiadowania znane było już dawno, dawno temu. Pisał wszak Michał Johann von Loen w 1716 r., iż „jedzenie i picie jest tu dla wielu głównym zajęciem dnia”(!) Co możemy dodać, jeśli idzie o dawny wrocławski karnawał? Królowały na stołach typowe wrocławskie specjały. Mówiąc inaczej – wrocławianie oddawali swe podniebienia panowaniu tych specjałów, które lubili najbardziej. Lecz rzecz w tym moi Drodzy, iż nie zadowalano się prostotą i byle jakością!. O nie!!! Gdy szło o uroki stołu, trzymano wysoki fason nawet, gdy na talerzach lądowała kiełbasa…
Nie muszę chyba tłumaczyć i wyjaśniać, iż w temacie kiełbas Wrocław należał od dawna do europejskiej czołówki (!), by nie rzec – tu przepraszam zgromadzonych za mój nieposkromiony wrocławski patriotyzm – stał zdaje się od zawsze na pierwszym miejscu! Wrocławskie Knackwursty nie miały sobie równych – tak twierdzili znawcy – a w ostatki, „gdy błaźni tańczą i stają na głowach” – pisał w 1732 roku Johannes Sanftleben – rozwożono je „po sto łokci” nie tylko do miast śląskich. I pisał Sanftleben dalej: „Wszystkie kiełbasy świata by tak chciały”!
Co więc lądowało na talerzach w czasie karnawału? Przede wszystkim Dumny Henryk – kiełbasa pieczona z piwem, która nazwę swą wywodzi od księcia Henryka, brata Fryderyka Wielkiego króla Prus. Tanie, proste i smaczne. Jak niewiele trzeba było, by zadowolić podniebienia. A co jadano w szczególe? Zajrzyjmy do karty dań jednej wrocławskiej piwiarni za kościołem św. Marii Magdaleny z 1888 roku. Czytamy w niej: zupa królowej, fricassé cielęce, sandacz w maśle, gęś pieczona z kiszona kapustą i pudding ryżowy wraz kawą na deser. Całkiem nieźle, nawet dziś zadowoliło by niejednego z nas.
Niemałym powodzeniem cieszyły się też w czasie karnawału „karpie krawca”. Nazwa myląca i niezrozumiała dla „niewtajemniczonych”. Ale nie był to specjał członków lóż masońskich… „Karpiami krawca” nazywali wrocławianie zwyczajowo bardzo tłuściutkie śledzie, które najchętniej jadano w śmietanie z posiekaną cebulą lub szczypiorkiem.
Królowały też na stołach gotowane czy pieczone golonki, które w czasie karnawału „schodziły” jak świeże bułeczki...
Dalszy ciąg na nastepnej stronie.
Wasza ocena:
10
Oceń artykuł
Oceń artykuł
KOMENTARZE
» Przeczytaj komentarze na Forum www.smakiwroclawia.pl
| Bardzo ciekawy artykuł. Dziękujemy Panie Grzegorzu, dzięki Panu poznajemy dawny Wrocław. | gość | 2010-02-04 19:01:18 |
FORUM SMAKÓW WROCŁAWIA Najnowsze wątki
2010-08-26 15:11:16
ada (gość)
Tadeusza i Grzegorza znam osobiście - oprócz tego, że to fanatstyczni ludzie to jeszcze najlepsi na świecie kucharze!!!!
2010-08-22 20:40:20 Michał
Witam, Serdecznie zapraszam do zapoznania się ofertą sklepu internetowego www.hamono.pl. W naszej ofercie znajdą Państwo najwyższej jakości j...>>
2010-08-14 10:07:54 otto (gość)
piątkowy wieczór Piwnica Świdnicka pełno ludzi na rynku .Kelnerka o 23 sama przyniosła rachunek bo mówi że kończy zmianę Za cwilę zabiera na...>>
2010-08-10 20:04:46 G (gość)
Hej, jestem strasznie rozczarowana tą restauracją. Jedzenie, które tam zamówiłam było bardzo kiepskie, już nie wspominając, że nie warte swej...>>
Tadeusza i Grzegorza znam osobiście - oprócz tego, że to fanatstyczni ludzie to jeszcze najlepsi na świecie kucharze!!!!
2010-08-22 20:40:20 Michał
Witam, Serdecznie zapraszam do zapoznania się ofertą sklepu internetowego www.hamono.pl. W naszej ofercie znajdą Państwo najwyższej jakości j...>>
2010-08-14 10:07:54 otto (gość)
piątkowy wieczór Piwnica Świdnicka pełno ludzi na rynku .Kelnerka o 23 sama przyniosła rachunek bo mówi że kończy zmianę Za cwilę zabiera na...>>
2010-08-10 20:04:46 G (gość)
Hej, jestem strasznie rozczarowana tą restauracją. Jedzenie, które tam zamówiłam było bardzo kiepskie, już nie wspominając, że nie warte swej...>>
KUCHNIA MIASTA
POLECANE LOKALE
PARTNERZY
NEWSLETTER
Chcesz być na bieżąco informowany o tym co się dzieje? Zamów newsletter!










