Wokół stołu - Bób po sudańsku
- Jaka jest podstawowa cecha kuchni w moim rodzinnym kraju? - zastanawia się prof. Mohammed Khlafalla Omar. - W Polsce jada się pierwsze i drugie danie. U nas, w Sudanie, nie ma tego podziału. Robimy najczęściej potrawy jednogarnkowe. Ten sposób gotowania był wygodny dla pasterzy, którzy po prostu ustawiali nad ogniskiem pełne naczynie i po kilku godzinach, podczas których nie musieli czuwać czy dodawać przypraw, mieli gotową do jedzenia potrawę.


Podobne przepisy znajdziemy w Europie. Są one charakterystyczne dla regionów zamieszkiwanych przez ludy pasterskie. Dlatego potrawy jednogarnkowe napotkamy w narodowych jadłospisach Greków, Szwajcarów i Irlandczyków.

Prof. Omar jest absolwentem Wrocławskiej Politechniki, jedna z jego publikacji przedstawia opracowaną przez niego metodę badania zjawisk w różnych środowiskach, opartą na algorytmach polskich uczonych – Hugo Steinhausa i Zdzisława Hellwiga. Przyjął mnie w swoim mieszkaniu, ubrany w tradycyjny strój ze swego kraju i poczęstował czymś naprawdę znakomitym - bułkami nadziewanymi... bobem.

Przysmak pasterzy

- Sudan to jedyny region na Bliskim Wschodzie, gdzie przyrządza się bób w ten sposób - tłumaczy naukowiec. - Kiedyś podróżowałem z moim przyjacielem z Iraku. On miał tradycyjne kanapki, a ja zabrałem swoje bułki nadziewane bobem. Gdy tylko skosztował mojego przysmaku, natychmiast zapomniał o swoich kanapkach. Kilka razy mnie dopytywał: "Nie została ci jeszcze jedna twoja kanapka?"

Ta potrawa może zastąpić obiad - jest bardzo syta. To normalny suchy bób, który trzeba namoczyć w przeddzień przygotowywania potrawy. Nazajutrz gotujemy go, najlepiej w szybkowarze, lub garnku z bardzo szczelną pokrywką, około 3 godzin. Można użyć zielonego bobu, ale wtedy gotujemy nieco krócej - około 2 godzin. Każdy musi wypraktykować odpowiadająca mu proporcję ilości bobu i wody, tak żeby potrawa nie była zbyt wilgotna. Z drugiej strony, gdy wody jest za mało, bób może się spalić.


- Gdy bób się ugotuje dodajemy oliwy, bez niej ni cholery - zaznacza dowcipnie profesor. - Potem jeszcze krojone pomidory, cebulka, posiekany szczypiorek, posiekany lub zmiażdżony czosnek, sól, pieprz i papryka. Aha, i jeszcze ser feta! Oczywiście najlepszy oryginalny. Tak przygotowany bób można jeść jako samodzielną potrawę lub nafaszerować nim wydrążoną bułkę. Trzeba troszkę odczekać, aby bułka nasączyła się sosem z nadzienia. Podobnie jak w Polsce, gdy ktoś robi kanapki na przykład z kiełbasą - najlepsze są po kilku godzinach, gdy pieczywo przejdzie zapachem wędliny. Jeśli ktoś lubi, można przed zjedzeniem podgrzać. W każdej postaci jest to rewelacyjna potrawa. Entuzjastyczne reakcje obserwuję też w Polsce. Sudański bób jest naprawdę przebojem. Powiem skromnie nie zdarzyło mi się jeszcze nie wysłuchać komplementów na temat tej potrawy. To, co się samemu przygotuje, to jest najlepsze.


Ploteczki przed obiadem


- Jeszcze jedna jednogarnkowa potrawa – kontynuuje. - Może być cielęcina lub wołowina, ale najwspanialszym mięsem jest baranina, niestety, w Polsce trudno ją kupić. Te potrawy są bardzo wygodne. Żona stawia garnek na piecu i przez kilka godzin może zaprosić na plotki i kawę sąsiadkę, a gdy mąż wraca do domu czeka na niego pyszny, gorący obiad i wszyscy są zadowoleni. Bierze się mięso, baraninę, cielęciną lub wołowinę, oczywiście trzeba je umyć, obrać z żył oraz błon i obgotować w osolonej wodzie. Trochę obgotowane dzielmy, jak do gulaszu, dodajemy posiekana drobno cebulkę i przyprawy i znów gotujemy. Gdy mięso jest miękkie dodajemy ziemniaki (u nas ziemniaki tylko się myję, ale w Europie ziemniaki mają grubszą skórkę - przygotowują się do ciężkiej zimy, więc trzeba je obierać - my zawsze mamy "młode ziemniaki"). Dzielimy na 2 lub 4 części i umieszczamy w garnku, a potem dogotowujemy. Nasi smakosze twierdzą, że najlepsze jest mięso, które bezpośrednio styka się z kością, polędwica i szynka są mniej cenione. dodajemy do potrawy pastę pomidorową i gotujemy około 30 minut. Można jeść z chlebem lub bez ale potrawa musi być gęsta - nie może przypominać zupy.


Ostre jak żyletka


W Sudanie robione są znakomite słodycze, a zamiłowanie do nich wiąże się być może z tym, że są u nas wspaniałe plantacje daktyli. Wielu ludzi zwłaszcza tych uboższych słodzi napoje daktylami. Wystarczy do herbaty włożyć 3-4 owoce i napój robi się słodki, jest też inny obyczaj, żeby herbatę przegryzać daktylami. Co ciekawe, na tych "daktylowych" obszarach Światowa Organizacja Zdrowia robiła badania i okazało się, że nowotwory są tam niemal nieznane. Jeśli już mówimy o słodyczach, to przyznam się, że ciast nie robię, w tym jestem słaby.


Są potrawy, które w polskiej kuchni bardzo mi odpowiadają. Przepadam za bigosem, co łatwo wytłumaczyć, bo u nas jest potrawa o zbliżonym smaku, z tym, że robimy ja na bazie bakłażanów. Mój bigos jest zdecydowanie bardziej ostry niż tradycyjny polski. Kiedyś, gdy byłym gościem u mojego polskiego kolegi i zacząłem dosypywać pieprz, sól i paprykę gospodarz zażartował: "Może jeszcze parę żyletek?"


Święto Barana


Podobnie jak w Polsce, także mamy specyficzne potrawy podawane tylko podczas świąt. Podczas wielkiego Święta Barana. Jest ono związane z opowieścią, jak do Abraham przyszli goście, a on nie miał czym ich poczęstować. W pewnej chwili nawet przyszło mu do głowy, że chyba zabije syna, bo gości trzeba podjąć uroczystym posiłkiem... Wówczas Bóg zesłał mu barana. I podczas owych świąt, które odbywają się w okresie pielgrzymki do Mekki, każda rodzina musi mieć na stole jednego barana. Dziś, w dobie kryzysu, znawcy islamu orzekli, że jednego barana może spożyć kilka rodzin - pojawił się więc obyczaj kupowania "składkowego barana". Na stole stawia się pyszny rosół z barana, szaszłyki i żeberka z ryżem, obok których nikt nie przejdzie obojętnie. Finał to udziec barani.

Mój syn, który nie miał doświadczenia, czym grozi goszczenie przy świątecznym stole w Sudanie, choć go ostrzegałem, że jeśli zapomni o umiarze, będzie żałował. Nasza gościnność, podobnie jak w Polsce, nie przyjmuje do wiadomości odmowy, a jedzenie było pyszne, syn częstowany od rana, pod wieczór z trudem oddychał.


Juliusz Woźny




Wasza ocena: brak
Oceń artykuł
Smaki Wrocławia na Facebooku
Drukuj Poleć artykuł Dodaj komentarz Oceń artykuł
Dodaj do Gwar.pl Wykop to! Dodaj do Digg.com


KOMENTARZE
Brak komentarzy na ten temat. Zobacz inne dyskusje na Forum lub dodaj komentarz.

FORUM SMAKÓW WROCŁAWIA Najnowsze wątki